Turyn – nie tylko Juventus

Od chwili wylądowania na lotnisku, kilka kilometrów od Turynu, wiedziałam, że zarówno to słynne miasto, jak i całe Włochy, na pewno mnie nie rozczarują. Zapewniał mnie o tym także przyjaciel, który od ponad 10 lat podróżuje przez Włochy, a ostatnim przystankiem tej podróży ma być, jak sam twierdzi, właśnie Turyn.

Marek jest psychofanem piłki nożnej. Nie byłam więc zaskoczona, że pierwszym miejscem, jakie uznał za konieczne mi pokazać, był stadion Juventusu i juventusowe muzeum. A tam – puchary, koszulki, zdjęcia i ekrany, na których wyświetlane są najważniejsze mecze zespołu. Dla fanów futbolu musi to być nie lada gratka. Świadczą o tym zresztą straszne kolejki do wejścia. Naprawdę, trzeba się uzbroić w cierpliwość. Ale warto.

Następnym obowiązkowym punktem wycieczki było Museo dell Automobile Torino – włoskie Narodowe Muzeum Motoryzacji. Wycieczka po tej trzykondygnacyjnej galerii to źródło niekończącej się frajdy. A wszystko dzięki temu, że samochody zaprezentowane zostały w kontekście swojej epoki. Stworzono bowiem specjalne ekspozycje, doskonale oddające ducha czasów, reprezentowanych przez dany model. Był też moment delikatnego wzruszenia, gdy w jednej z sal dostrzegłam polską Syrenkę z 1975 roku.

Kolejnym miejscem, którego absolutnie nie wolno przegapić podczas wycieczki do Turynu jest Mole Antonelliana – budynek zaprojektowany przez architekta Alessandro Antonelliego, w którym obecnie mieści się Muzeum Kinematografii. Zbiory muzeum obejmują, między innymi, stare projektory, zdjęcia (także erotyczne), plakaty filmowe oraz jeden z pierwszych filmów braci Lumiere. W głównej sali można natomiast wyciągnąć się wygodnie w kinowym fotelu i oglądać, przygotowane przez załogę muzeum, fragmenty filmów. Warto też wjechać na taras widokowy, z którego, przy sprzyjającej pogodzie, zobaczyć można panoramę Alp.

Będąc w Turynie, nie sposób chyba ominąć placu Piazza Vittorio Veneto. Polecam zwłaszcza wieczorem, kiedy plac i płynący nieopodal Pad ozdobią piękne świetlne iluminacje. Wtedy naprawdę można się w tym miejscu zakochać.

Na koniec, bardziej z poczucia obowiązku niż z rzeczywistej potrzeby serca, odwiedziłam Santuario Basilica La Consolata i dwa muzea – Muzeum Sztuki Starożytnej i MAO – Muzeum Sztuki Orientalnej. Wiele bym straciła, gdybym z nich zrezygnowała. Były to bowiem trzy bardzo pozytywne zaskoczenia. W przypadku muzeów – naprawdę imponujące, godne uwagi zbiory, w przypadku bazyliki – bajkowe, niesamowite i czarujące miejsce (odwiedziłam po zmroku, co, jak sądzę, także potęgowało efekt).

To, czym Turyn ujął mnie jednak najbardziej była jego, trudna do określenia atmosfera, która sprawiła, że absolutnym spełnieniem moich marzeń było powolne sączenie gorącej herbaty i obserwowanie zza szyby poruszających się bez pośpiechu mieszkańców tego pięknego miasta.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.