Dlaczego Polacy wybiorą w tym roku Alpy?

Szczęśliwie nie jesteśmy już w naszych wypoczynkowych planach skazani wyłącznie na miejsca, które pozostawiła po sobie dawna, miniona epoka, sprzed roku 1989. Jakkolwiek piękno naszych gór oraz tej części Karpat Północnych, którą odwiedzić możemy u naszych południowych czy wschodnich sąsiadów jest bez zarzutu, a i trasy zjazdowe oraz kurorty coraz bardziej zyskują na jakości, to dobrze jest jednak spojrzeć z nieco większą perspektywą, planując sezon 2019/2020. Warto bowiem wybrać się na wyjazd na narty w kierunku zachodnim, dlatego że rekreacja zimowa jest specjalnością w regionach alpejskich.

Wyjazd na narty w Alpy – dlaczego akurat tam warto się wybrać?

Tam, gdzie kiedyś szlaki i przełęcze przemierzały plemiona celtyckie i germańskie, a potem i Rzymianie, teraz spotkamy urokliwe kurorty w alpejskich dolinach, południowych Niemiec, Austrii, zachodniej Francji, północnych Włoch i rzecz jasna, Szwajcarii. Pierwszy i jakby nie było, jeden z najważniejszych pozytywów z wyjazdu w jeden z regionów subalpejskich, to kontakt z zupełnie inną kulturą narciarską, ewidentnie odmiennym sposobem obsługi klienta niż w Europie Środkowo-Wschodniej oraz atmosferą górskich miejscowości z długoletnimi tradycjami, jakich nie znajdziemy nigdzie indziej w Europie.

To nieuchwytne coś, co autor „Siedmiu kultur kapitalizmu”, Charles Hampden-Turner zauważył w odmiennych częściach świata, a co rzecz jasna odnosił do sposobu prowadzenia biznesu, nacechowane jest miejscową tożsamością kulturową. Wyjazd na narty, właśnie w Alpy, to szansa na choćby delikatne i krótkotrwałe, ale jednak dające spore szanse na „liźnięcie” obcej kultury, doświadczenie obcowania w prowincjach, których fartownie nie naruszyły obie wojny światowe, a zdaje się, że i kryzysy gospodarcze też nie wpłynęły na etniczną tożsamość, np. szwajcarskich górali czy mieszkańców Górnej Adygi.

Przykładowo spójrzmy choćby na rozległy region zwany ogólnie Tyrolem, a podzielony pomiędzy kilka państw, między innymi, zwłaszcza Austrię i Włochy. Znajdziemy tam nie tylko przepiękne trasy zjazdowe i świetne kurorty, ale i miasta o wielosetletniej tradycji. Tak więc, w Tyrolu Północnym (tym austriackim) wybierać możemy spośród uzdrowisk i ośrodków wypoczynkowych, położonych w takich miejscach jak: dolina Zillertal, okręg gminny Sölden czy też względnie niewysoko położony (bo ok 800 m n.p.m.), ale najbardziej znany kompleks ośrodków narciarskich w miasteczku Kitzbühel. To stamtąd możemy wybrać się na zakupy lub zwiedzanie do Innsbrucka, największego miasta austriackiego Tyrolu. Nie zapominajmy o południowym włoskim sąsiedztwie z miastami Merano, Bolzano i Trydentem. Natomiast amatorom narciarstwa bogactwa infrastruktury turystycznej i sportowej graniczącej od strony północnej Bawarii, nie trzeba nikomu przedstawiać.

Alpy włoskie – wyciągów więcej niż w Tatrach?

Przenieśmy się na chwilę na południe od Innsbrucku, a więc do regionu zamieszkanego przez niemieckojęzycznych Tyrolczyków, napływowych Włochów i niewielką grupę retoromańskich Ladynów, do regionów tzw. Górnej Adygi i Trentino, gdzie narty i turystyka to również podstawa gospodarki. Odpowiedź na powyższe pytanie jest prosta – tak, nawet w małej północnowłoskiej (a więc, południowo tyrolskiej) miejscowości znajdziemy więcej wyciągów narciarskich, niż w większych polskich ośrodkach. Przykładowo, maleńkie miejscowości; Folgarida i oddalona o kilka kilometrów Marilleva, to przebogata „paleta” 32 stoków, na których skorzystać możemy z około 30 wyciągów. Cała natomiast dolina Val Meledrio to aż 140 wyciągów i 400 km tras! Robi wrażenie, prawda? A wliczając dodatkowy bonus w postaci słynnych włoskich połączeń kolejowych między poszczególnymi dolinami (Val Meledrio, Val Gardena, Val di Fiemme, Maso Corto) i zawsze przejezdnych dróg, nie musimy się martwić ,że – nieco ironizując – zestarzejemy się w drodze do kurortu, niczym na małopolskiej „zakopiance”.

Ponadto wjeżdżając w niemalże każdą włoską dolinę, np. Val Gardena, usłyszymy to, co każdy spragniony wypoczynku i narciarskiego szaleństwa chciałby usłyszeć – w dolinie obowiązuje jeden skipass, a o kłótniach z nieodległymi parkami krajobrazowymi czy narodowymi lub miejscowymi gminami nikt tu nie słyszał. Czyżby takie „utrudnienia’ były tylko naszą, polską specyfiką?

Sezon 2019/2020 w Maso Corto

W Południowym Tyrolu położona jest przepiękna, urokliwa miejscowość – niegdyś leżąca na szlaku z Cesarstwa Franków, na południe do księstewek włoskich – Maso Corto. Kiedyś leżąca w granicach Cesarstwa austriackiego, dziś kusi wielojęzycznością (napisy równorzędnie w językach: niemieckim i włoskim), słynnymi apres ski i trasami położonymi na wysokości 2000 m n.p.m. już wielu naszych rodaków zauważyło, że jeśli wyjazd na narty w Alpy, to tylko tu.

O samych górach (miejscowość położona na lodowcu Hochjochferner) nie ma co wspominać, bowiem widoki zapierają dech w piersi i przypominają sceny krajobrazów z „Władcy Pierścieni”. Z samej miejscowości możemy wjechać jedną z najstarszych kolejek linowych w Europie na wysokość 3212 m n.p.m, gdzie czeka na nas hotel „Glacier Hotel Grawand”.

A poza tym w okolicy jest pięć, równie szacownych swą historia schronisk wysokogórskich. Klimatu tych alpejskich nie da się z niczym porównać; nie naruszył ich ząb czasu, ani nie doświadczyły fatalnej w skutkach peerelowskiej mody na „turystyczną architekturę”, nie zniszczyła też ich zawierucha wojenna. Sama miejscowość leży na szlaku starych zamków i starych, średniowiecznych miejscowości, pełne teraz małych urokliwych knajpek, gdzie zawsze możemy odpocząć, odpinając narty po szaleństwie na lodowcu.

Źródła:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.